Jeden Kopff
FirmaOfertaAktualnościArchiwumKontaktPolecamy

 
 
 
 
 
 
 
 

 

 
Do przeczytania jeden Kopff

Ludzie listy piszą...

Skorzystałem z paru dni wolnych od codziennych trosk i zabrałem się za czytanie. Lekturą była korespondencja, jaką czytelnicy „Południa” skierowali bądź do redakcji, bądź bezpośrednio na mój mailowy adres. Pominę pochlebne dla mnie uwagi - traktuję je jako wypowiedzi szczere, gdyż  mało co ode mnie zależy, więc i powodu do  koniunkturalnych komplementów nie ma. Bym jednak nie popadł w samozachwyt, paru czytelników obsobaczyło mnie niemiłosiernie i dlatego, wzorem niedościgłego pod tym względem Marka Szymańskiego, postanowiłem się odszczekać.

Drodzy adwersarze! Zanim poruszę jakiś temat, wielokrotnie i w różnych miejscach sprawdzam wszelkie informacje. Dlatego podpisałem się i podpisuję nadal pod twierdzeniem, że początkiem konfliktu rosyjsko – gruzińskiego była nieprzemyślana decyzja prezydenta Saakaszwilego o wkroczeniu do Osetii. Czytelnik, podpisany jako „Starosta leśny”, w eleganckiej formie anonimu pełnego inwektyw pod moim adresem stwierdził, iż tym samym dołączyłem „omszałym sercem do wersji propagowanej przez Moskwę”, prawdopodobnie pod wpływem” sympatii dla byłych towarzyszy”. Brawo! Rozumiem, że podobny zarzut mógłby Pan skierować pod adresem prezydenta Czech czy obserwatorów OBWE, ale będąc pod urokiem widowiska ”Prezydent Kaczyński Show”, wystawionego w Tbilisi na użytek wewnętrzny - postanowił wyżyć się Pan na „kopffus debilis”, bo jestem pod ręką. Sugerowanie naczelnemu „Południa” zmiany felietonisty nic nie da – wszyscy publicyści, propagujący poglądy bliskie Panu, są bardzo zajęci pracą na dwu etatach w publicznych mediach i dlatego red. Rogiński musi zadowolić się takim jak ja idiotą, który trzyma się faktów wbrew kitom wtłaczanym społeczeństwu.

Na temat Gruzji, ale jakże w innym tonie - obszerny list od pana Konwerskiego o miłym mi imieniu Antoni. Zarzuca mi on brak logiki w felietonie o logice i ubolewa, że ganiąc postępowanie gruzińskiego prezydenta sprzyjam Rosji, która, jak twierdzi, od czasów zaborów, poprzez wojnę polsko- bolszewicką, pakt Ribbentrop – Mołotow, po lata powojennego zniewolenia, jest naszym wrogiem”. Bo kto nie rozumie odwiecznych imperialnych zakusów Rosji - TEN NIC NIE ROZUMIE”- podkreśla wielkimi literami autor listu - „i nie powinien się na te tematy wypowiadać”. Ależ, panie Antoni! Myślowy stereotyp zakładający, że każdy wróg Rosji jest przyjacielem Polski - to historyczny fałsz, lansowany zresztą i dzisiaj przez tych, którzy wolą konflikty zamiast porozumień. Stąd wystąpienie na wiecu w Tbilisi prezydenta Kaczyńskiego, który ze swej programowej antyrosyjskości czyni oręż w walce o powtórną elekcję. Jeszcze chwila, a usłyszymy, że błędem było nie stanąć ramię w ramię z Hitlerem w wojnie przeciw Rosji, tak jak uczynili wtedy Litwini, Węgrzy, Słowacy, Estończycy czy Ukraińcy, nasi obecni sojusznicy. Zresztą, jeśli ktoś nawet niczego nie rozumie, to czy nie ma prawa się wypowiadać?

A poseł Górski? Myślę, że niedokładnie przeczytał Pan mój tekst, bo przecież nie bardzo różnimy się w konkluzjach.

Całkiem inną polemiczną metodę przyjął pan Czesław Cudny. Odniosłem wrażenie, spotęgowane przekręceniem mojego nazwiska, że czytał jakiś inny felieton. List pana Czesława przypomina wpisy na plotkarskie forum pod wiadomością: „Znany aktor popiera homoseksualizm”, gdy piszący nie doczytał, że chodzi o recytację wierszy Garcii Lorki, który za kobietami nie przepadał. Tak więc, panie Czesławie, nie podyskutujemy, zwłaszcza że moje, tak krytykowane przez Pana przepowiednie, sprawdziły się z naddatkiem - nawet Ludwik Dorn w tzw. międzyczasie opuścił towarzystwo bliźniaków. Pana wzruszająca opowieść o stryjecznym dziadku i jego lojalności wobec Prezydenta (w opisanym przypadku - Bieruta)  ma świadczyć o klasie tego bliskiego Panu krewnego –  no cóż, w każdej klasie jest ośla ławka.

Na koniec kwiatek z tej samej łączki. Czytelnik podpisany konkretnie ”Czytelnik” zarzuca mi zniesławienie prezydenta Mościckiego, polegające na opisaniu jego stroju i aparycji, jakże różnej od wizerunku osoby, zajmującej dziś ten sam fotel. „Czytelnika” szalenie wzburzył brak wyliczenia zasług i tytułów tego wybitnego przedwojennego naukowca-chemika. Autor odręcznej, trudnej do odczytania epistoły, zrazu opisuje krainę przedwojennej szczęśliwości, a potem  przechodzi płynnie do  teraźniejszości. Teraz – powiada - trzeba komucha Jaruzelskiego wysłać na Kubę, a autora niewinnej humoreski, czyli mnie, najlepiej od razu do piekła. Mam nadzieję, że dobry Bóg, na którego również powołuje się „Czytelnik”, wybaczy mu tę sugestię. Gdyby jeszcze wnuk kupił mu mocniejsze okulary, a także wytłumaczył, o co chodziło w tekście, którym tak bardzo się podniecił, byłbym mniej zaniepokojony o stan jego zdrowia.

Bo zdrowie naszych czytelników najważniejsze! Czekam na listy - a.kopff@wp.pl

Antoni Kopff

HomeFirmaOfertaAktualnościArchiwumKontaktPolecamy

Copyright (c) 2004 Galder. All rights reserved.

galderg@poczta.onet.pl