Dokuczliwy hałas

Napisane przez 

Głośne nocne kluby zatruwają życie wielu mieszkańcom stolicy. Hałas przyczynia się do zmęczenia, a to negatywnie przekłada się na życie rodzinne i zawodowe. Warszawiacy narzekają, że brakuje skutecznej egzekucji przepisów.

To główne wnioski, które płyną z badania „Wpływ hałasu generowanego przez kluby na jakość życia mieszkańców Warszawy” przeprowadzonego przez stowarzyszenie „Koalicja: Ciszej, proszę!” wśród 152 warszawiaków zamieszkujących przy 46 różnych ulicach w 12 dzielnicach. Wyniki zaprezentowano 17 września br. w Centrum Informacji im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego (ul. Czerniakowska 178a). – Pytaliśmy o formy i natężenie przejawów naruszania norm dopuszczalnego hałasu, prawa do odpoczynku, miru domowego i dobrego samopoczucia we własnym domu – wyjaśnia autor badań Krzysztof Martyniak z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Zawodzą służby i miasto

Wnioski są niepokojące. 85 proc. respondentów przyznało, że w miejscu zamieszkania może spotkać się z naruszeniami prawa związanymi z hałasem. – To skala nieprzyjazności mieszkania w Warszawie – zauważa Martyniak.

Przypomnijmy. Przepisy dopuszczają w porze nocnej (godz. 22.00–6.00) hałas na zewnątrz budynków na poziomie 45 decybeli (dB) w centrum i 40 dB poza centrum. Tymczasem dane stowarzyszenia „Koalicja: Ciszej, proszę!” wskazują, że na przykład na Powiślu, w sąsiedztwie klubów nocnych, ten poziom wynosi ok. 62 dB. Z kolei w środku klubów hałas dochodzi nawet do 120 dB.

Wobec takich danych nie dziwią opinie warszawiaków, którym najbardziej przeszkadza właśnie głośna muzyka (78 proc. wskazań respondentów), a także hałaśliwe zachowania klientów klubów (65 proc.). Ci ostatni potrafią wyrządzić nawet więcej szkód: śmiecą, nieprawidłowo parkują samochody i niszczą miejską infrastrukturę oraz zieleń. To przeszkadza 60 proc. respondentów. – Możemy zaobserwować synergię między różnymi niedogodnościami. Kluby, to nie tylko sam hałas, ale i inne naruszenia związane z ich funkcjonowaniem. To kumuluje negatywne odczucia mieszkańców – tłumaczy Krzysztof Martyniak.

Dziwić może więc, że tylko 40 proc. pytanych zgłaszało fakt zakłócania ciszy nocnej. Zdziwienie mija, gdy poznaje się powody takiej bierności. Prawie 80 proc. decyduje się nie wzywać Policji czy Straży Miejskiej, ponieważ nie wierzy w skuteczną interwencję służb i egzekwowanie prawa albo nie wie, jak się zachować w rozmowie z funkcjonariuszami. Część respondentów nie chce również być traktowana jako donosiciele. Obawy biernych mieszkańców potwierdzają odpowiedzi tych, którzy są aktywni w walce z naruszaniem norm dopuszczalnego hałasu. Aż 87 proc. jako niezadowalającą ocenia interwencję wezwanych służb.

Równie źle postrzegane są władze miasta, które wynajmują lokale klubom. – Mieszkańcy postrzegają urzędników, jako osoby, które nie dbają o interesy obywateli. Mieszkańcy mówią wprost, że nie mogą liczyć na władze – mówi autor badań. Niekorzystne odczucia potęguje fakt, że w umowach najmu stołecznych nieruchomości istnieje zapis, iż po dwóch zasadnych interwencjach służb w sprawie hałasu, miasto może wypowiedzieć umowę. Tymczasem z tego rozwiązania korzysta za rzadko.

Wiele konsekwencji

Hałas jest więc problemem. Brak skutecznej egzekucji przepisów prowadzi do szeregu konsekwencji. Uniemożliwienie mieszkańcom spokojnego wypoczynku coraz częściej staje się przyczyną problemów osobistych, rodzinnych, zdrowotnych, a nawet zawodowych, bo niewyspani warszawiacy są mniej efektywni w pracy. – Funkcja rozrywkowa, jaką pełnią kluby, stała się nadrzędna względem funkcji mieszkalnej, którą powinno spełniać miasto – twierdzi Krzysztof Martyniak.

Z ekspertem zgadza się Alina Szklaruk ze stowarzyszenia „Koalicja: Ciszej, proszę!”. – Im więcej wolności dla jednych, tym mniej poczucia bezpieczeństwa dla innych. Infrastruktura w Warszawie nie jest gotowa na przyjmowanie klubów. Poza tym za granicą również są wymogi dotyczące maksymalnych poziomów dopuszczalnego hałasu, ale są egzekwowane. Na tym polega różnica. Bada się nie tylko kluby, ale wszystkie nieruchomości pozostające w sąsiedztwie takiego klubu – wyjaśnia Szklaruk. – Miasto powinno się rozwijać, ale nie kosztem mieszkańców.

W grupie siła

Zdaniem mieszkańców jedynym sposobem, by zmienić obecny stan rzeczy, jest współdziałanie. 95 proc. badanych uważa, że potrzeba wspólnej inicjatywy, by doprowadzić do wypracowania spójnej polityki życia nocnego miasta. – Najpierw muszą zjednoczyć się mieszkańcy, a dopiero potem nawiązać kontakty z samorządem. Brakuje jednego silnego nurtu działań, co obniża efektywność poczynań warszawiaków – uważa Krzysztof Martyniak.

Na jakie wspólne działania gotowi są mieszkańcy? Najwięcej, bo 59 proc. z nich podpisałoby petycję dotyczącą hałasu adresowaną do stołecznego magistratu. 49 proc. jest gotowe przyjść na wspólne zebranie w celu opracowania strategii współdziałania. Z kolei 46 proc. wzięłyby udział w proteście. 

Piotr Pieńkosz