Nagrody Południa 2017 Wyróżniony

Napisane przez  Anna Tomasik
Nagrody Południa 2017 Fot. Jan Kurzawa

W miniony czwartek w gościnnych progach Multimedialnej Biblioteki dla Dzieci i Młodzieży nr XXXI przy ulicy Tynieckiej 40a na Mokotowie odbyła się uroczysta gala wręczania corocznych Nagród Południa. Uroczystość ta nie odbyłaby się bez wsparcia samorządów dzielnic: Mokotów, Ursynów i Wilanów. Potwierdza to ich dbałość o promocję dzielnic.

Sala wypełniona była przez znamienitych gości, w tym reprezentantów samorządu: Robert Kempa – burmistrz Ursynowa i jego zastępca Łukasz Ciołko, Teresa Jurczyńska-Owczarek – przewodnicząca ursynowskiej Rady Dzielnicy, Tomasz Ciorgoń – zastępca burmistrza dzielnicy Wilanów oraz Krzysztof Skolimowski i Krzysztof Rinas – zastępcy burmistrza dzielnicy Mokotów. Zauważyłam m.in. Grażynę Barszczewską – aktorkę filmową i teatralną, reżyserkę teatralną i piosenkarkę oraz Alfreda Andrysa – przyjaciela Zbyszka Cybulskiego.

Po raz osiemnasty

– Witam serdecznie czytelników i przyjaciół „Południa”. Witam silne składy trzech samorządów dzielnic: Ursynowa, Mokotowa i Wilanowa, które wspierają dzisiejsze wydarzenie. Na obszarze tych trzech dzielnic zaczęło się ukazywać „Południe”. Tygodnik wychodzi od 23 lat – powiedział Andrzej Rogiński, wydawca i redaktor naczelny tygodnika „Południe”.

Tradycja przyznawania Nagród Południa datuje się od 2000 roku. Laureatami w kategorii wartości są wybitni Polacy, których losy związane są z południową częścią Warszawy. Natomiast laureatami w dziedzinie aktywności są osoby prywatne oraz instytucje znane ze swej działalności w różnych dziedzinach życia. Decyzję o przyznaniu Nagrody podejmuje Kapituła, którą tworzą laureaci tej Nagrody oraz redaktor naczelny.

– Nagrody Południa przyznawane są dla ludzi, których zna bez mała cała Polska, a w niektórych przypadkach świat. Pierwszym laureatem był poeta, ksiądz Jan Twardowski. Zasługujący na Nobla. Nagroda Południa to najwyższa w tej chwili marka w Warszawie. Posiedzenie Kapituły zawsze jest dla mnie wielkim świętem. Takim samym, jak to dzisiejsze, kiedy wręczamy Nagrody. Kapituła wyraża pewną opinię, wskazuje, kogo chcemy naśladować i jakie wartości w życiu ważne są dla nas i dla następnych pokoleń – podkreślił Andrzej Rogiński.

Tegoroczne nagrody, zgodnie z tradycją, wręczali dotychczasowi laureaci poprzednich edycji.

Z rąk Franciszka Maśluszczaka Nagrodę za „brak możliwości zaszufladkowania, za wiersze tak polskie, że aż ogólnoludzkie” otrzymał Ernest Bryll, poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy.

– Jest coś tajemniczego w tym, że wzajemnie się nie komunikując włożyliśmy podobny kolor szary garnituru. Czeka nas przyszłość świetlana – żartował Ernest Bryll zerkając znacząco w kierunku artysty malarza, rysownika i grafika, za co publiczność nagrodziła go gromkimi brawami. – Dziękuję za tę nagrodę. Sam jestem z Mokotowa i znam Ursynów, kiedy go jeszcze nie było, a szalony mój przyjaciel jednoręki, Stanisław Olszewski, budował Ursynów i kombinował, jak złożyć te klocki. Znam też Stegny, kiedy ich jeszcze nie było i pamiętam te czasy, kiedy tu jeszcze w ogóle niewiele było dookoła. Mieszkam na Mokotowie od lat. Mało mnie wprawdzie tutaj zauważono, ale rozpowszechniam sławę Mokotowa i mojej ulicy na całym polskim terenie, gdzie jeszcze czytają poezję, a to jest raczej daleko od Warszawy.

– Jest mi niezmiernie miło, wręcz jestem wzruszony, bo ten laureat jest w każdym zakątku dzielnicy Mokotów, a młodzież i dzieci, z którymi mam przyjemność prowadzić różne zajęcia zawsze zastanawiają się, co by właśnie on powiedział o tym czy innym zabytku – zdradził Marek Masłowski wręczając Nagrodę Tadeuszowi Świątkowi za „upowszechnianie wiedzy o historii i społeczności Warszawy”.

– Witam bardzo serdecznie państwa. Tak się składa, że jestem mokotowianinem w czwartym pokoleniu. Urodziłem się jeszcze w Mokotowie, jak to się drzewiej mówiło. Zajmuję się działką, która jest z pozoru troszkę niszowa, bo młócę rody warszawskie i firmy, które czasem należały również i do członków mojej rodziny. Nic nie rodzi się na kamieniu. Zawsze powtarzam sobie piękny wiersz Adama Asnyka, który powiedział: „Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko. W swojej postaci jednak nie umiera. Zmienia miejsce, czas, nazwisko i świeże kształty na siebie przybiera”. A więc nowi zaczną wydobywać tę historię, którą ja w tej chwili chwalę i przekazuję potomnym, żeby swoje przedsiębiorstwa budowali na wzorcach sprawdzonych, które były chwalbą dla Rzeczypospolitej aż po wybuch II wojny światowej i niestety nie miały szans odbudowania się po II wojnie światowej. Dziękuję kapitule za wybranie akurat mojej skromnej osoby, bo ja, tak się składa, zawsze pracuję nie dla nagród, ale dlatego, żeby utrwalić to, co mi samemu przekazano – powiedział Tadeusz Świątek, varsavianista, dziennikarz i publicysta, działacz społeczny, pedagog, historyk, członek Komisji Historycznej Towarzystwa Przyjaciół Warszawy oraz Warszawskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Jerzy Goździk wręczył Nagrodę Tomaszowi Zadrożnemu za „zbudowanie Teatru Baza na Mokotowie”.

– Bardzo dziękuję. Ta moja praca ma też kilku ojców i kilka matek. Chciałbym podziękować panu Krzysztofowi Skolimowskiemu, który zaufał mi w pewnym momencie i zgodził się na to, żebym wprowadził się do pustostanu na Sielcach na Dolnym Mokotowie między Borem, a Chełmską i Gagarina. I tam zaczęliśmy działać. Tworzymy centrum kultury lokalnej i teatr. W tym wszystkim wspierają mnie też drogie panie: Ania Michalak i Ewa Willmann, którym również bardzo dziękuję – powiedział Tomasz Zadrożny, reżyser teatralny, pedagog i animator kultury. Przypomniał też wiersz „Obdarty łobuz” Hugh Audena, który – jak podkreślił – pasuje do Sielc, bo to właśnie taka pustynia.

Tego dnia Nagrody za „ukazywanie wartości poprzez opisywanie losów Polaków” nie odebrał Wiesław Myśliwski. Ursynowski prozaik akurat w tym samym czasie miał autorskie spotkanie w Siedlcach. Grzegorz Jakubiec, prezes Zarządu SM „Służew nad Dolinką” odebrał Nagrodę za „udowodnienie świeżości idei spółdzielczości” następnego dnia podczas otwarcia publicznej biblioteki w spółdzielczych zasobach.

Dobra zmiana w szkolnictwie

– A teraz publiczność będzie świadkiem sceny erotycznej. Bo po raz pierwszy w historii rozdawania Nagród członek Kapituły całuje się ogniście z laureatką – tryskał jak zawsze humorem Marek Szymański, wręczając Annie Rumińskiej Nagrodę za „program wychowawczy Przedszkola nr 317”. Przeprowadził też krótki wywiad z laureatką, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że Przedszkole nr 317 nie jest typową przechowalnią dzieci, na dodatek ma własną gazetkę „Smykowieści”, no i co roku organizuje „Święto rodziny”, na które zapraszani są wszyscy z osiedla i Mokotowa, także festiwale ogólnopolskie dla przedszkolaków oraz wesołe noce, służące integracji dzieci.

– Działania wykraczające poza ramy moich obowiązków nie są właściwie osobistym pomysłem. Mam wokół i miałam od wczesnej młodości tylu ludzi, wzorców, że nie sposób było nie brać udziału wraz z nimi w różnych działaniach bądź wykazać własną inicjatywę. Takim wzorcem był dla mnie między innymi Marek Szymański, pedagog, dziennikarz. To od niego otrzymałam pierwsze wskazówki w dziedzinie dziennikarstwa, kiedy zaczęliśmy tworzyć gazetkę szkolną. Pan Marek był też lekarzem, który leczył mój brak apetytu na literaturę i za to dzisiaj mu bardzo dziękuję – powiedziała Anna Rumińska, nauczyciel dyplomowany i dyrektor Przedszkola nr 317 „Smykolandia” przy ul. Gruszczyńskiego 11 na osiedlu Służewiec Przemysłowy. Na tle sączącej się muzyki do piosenki „Tolerancja” autorstwa Stanisława Sojki, spopularyzowanej pod tytułem „Na miły Bóg”, wyznała również, że w życiu kieruje się zasadami zawartymi w treści tej właśnie piosenki. Gwoli informacji: utwór ten powstał z okazji koncertu "Tolerancja" na rzecz chorych na AIDS, który odbył się w lutym 1991 roku w Warszawie.

– Bardzo się cieszę, że właśnie mnie przypadł zaszczyt wręczenia nagrody tej laureatce, gdyż w ciągu ostatnich dwóch lat miałem zaszczyt bardzo blisko z nią współpracować. Założyła na Ursynowie Klub Gimnastyczny Akrobatyki Sportowej , a teraz będzie organizowała klasę dwujęzyczną. Gratuluję serdecznie – powiedział Wojciech Matyjasiak, były wiceburmistrz Ursynowa, wręczając Wioletcie Krzyżanowskiej Nagrodę za „wyzwolenie ducha sportu wśród uczniów Szkoły Podstawowej nr 323” Jednocześnie podkreślił, że laureatka jest innowatorem nowych pomysłów na edukację i wychowanie dzieci, na sport.

– Bardzo dziękuję. Nikt już dawno nie powiedział o mnie tyle ciepłych słów. Podejmuję bardzo wiele różnych inicjatyw wspólnie z moimi nauczycielami. Jedną z nich jest szkoła bez prac domowych. Udaje nam się przekonywać coraz większe rzesze nauczycieli do tego, by odstąpić od rutynowych i nudnych prac domowych na rzecz szczerej aktywności dzieci. Dziękuję Zarządowi Dzielnicy Ursynów, że daje mi szanse na to, żeby rozwijać skrzydła. Dziękuję za zaufanie, bo te oddziały dwujęzyczne traktujemy jako nagrodę za ciężką pracę. Dziękuję też pani przewodniczącej Teresie Jurczyńskiej-Owczarek, która od wielu lat jest przyjacielem naszej szkoły. Na sali obecni są również przedstawiciele mojej rady pedagogicznej, Marzenka Ostrowska i Madzia Berlińka, które przeciwstawiają się pracom domowym. Chcemy, żeby nasze dzieci, nie tylko na Ursynowie, ale w całym kraju wiedziały, że mogą być w szkole i w domu szczęśliwe – powiedziała Wioletta Krzyżanowska, z wykształcenia anglistka, a od dwóch lat dyrektor Szkoły Podstawowej nr 323 im. Polskich Olimpijczyków przy ul. Hirszfelda 11 na Ursynowie.

Andrzej Rogiński zauważył, że na przykładzie wspomnianego Przedszkola i Szkoły Podstawowej od bardzo wielu lat na Mokotowie i na Ursynowie w szkolnictwie zauważalna jest… dobra zmiana, czym wywołał salwy śmiechu i jednocześnie burzę oklasków.

Laureaci Nagrody Południa otrzymali również magiczne Lustra Południa.

Wyjątkowo Kapituła przyznała Nagrodę Południa pośmiertnie. Uhonorowano nią zmarłego niedawno Andrzeja Kieruzalskiego, instruktora wychowania artystycznego, który 13 października 1952 r. w Domu Harcerza na Pradze powołał do życia znany na całym świecie dziecięco-młodzieżowy zespół „Gawęda”.

– Niedawno pożegnaliśmy naszego lidera, idola, mentora, tutora. Teraz jest wiele słów na określenie tego, kto nas wychował. Na pewno wielu z nas jest tym, kim jest, dzięki temu facetowi, szczególnie w czasach, kiedy nasze pokolenie 50+ wyrastało jeszcze w tamtym ustroju. Moja rodzina nie miała paszportu prywatnego. Ja za to miałam paszport służbowy i tak sobie bezkarnie po tym świecie wędrowałam… służbowo. Na Monte Casino śpiewaliśmy „Czerwone maki” i biegaliśmy po tym wielkim cmentarzu, gdzie spoczywa dziadek aktora Wojtka Asińskiego, u którego nikt z rodziny tam nie mógł wtedy być. Te sytuacje uczyły mnie patriotyzmu. Bo Andrzej Kieruzalski potrafił nas wychować patriotycznie, ale nie było w tym nic skrajnie trudnego, niebezpiecznego, ryzykownego. Poprzez działania artystyczne nauczył nas, że warto marzyć i ciężko pracować. Mnie wychował Andrzej Kieruzalski i jestem z tego bardzo dumna. Trzy tygodnie temu bardzo walczyliśmy o jakiekolwiek pośmiertne odznaczenie dla Andrzeja. Nie udało się. Otrzymaliśmy smutną informację, że generalnie zespół „Gawęda” i Andrzej Kieruzalski, to czasy PRL. To była merytoryczna odpowiedź, dlaczego facet, który wychował tysiące dzieciaków nie może nawet pośmiertnie zostać czymś uwieczniony – powiedziała nie kryjąc zażenowania Anna Michalak-Pawłowska, jedna z 16 tysięcy „gawędziarek”, pełnomocnik Prezydenta m. st. Warszawy ds. Edukacji Kulturalnej oraz twórca i dyrektor Ośrodka Działań Artystycznych dla dzieci i młodzieży„Dorożkarnia”, wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie. Obiecała też, że Nagrodę Południa przekaże osobiście Błażejowi Kieruzalskiemu, synowi twórcy „Gawędy”.

Opole na Tynieckiej

– Moi kochani, po wakacjach… przechodzę na emeryturę. Pełniłem służbę przez wiele lat w harcerstwie, następnie w spółdzielczości. Osiągnąłem w tych dziedzinach maksimum tego, co człowiek może osiągnąć. Współzałożyłem Społeczny Komitet Budowy Metra. To, że to metro w ogóle ruszyło i mają go warszawiacy, jest po części i moim udziałem. Stworzyłem też obywatelską gazetę, która ukazuje się od 23 lat. „Południe” wydawać będzie osoba młodsza ode mnie. Dziękuję wszystkim za współpracę, za ciepłe słowo, za wszystko to, co ludzkie. Bardzo wam dziękuję – powiedział redaktor Andrzej Rogiński, nie kryjąc wzruszenia. Nagroda Południa też przetrwa, do czego się przyłożę.

– W tym roku Opola podobno ma nie być, więc ja wam oświadczam, że za chwilę tu będzie. – żartował Andrzej Rogiński. – A wiecie, kto wygrał Opole?! Wygrał zespół Partita!

Partita

Gdy na scenie pojawiła się grupa Partita, laureatka festiwalu opolskiego w 1973 roku, występująca niezmiennie w stałym składzie od ponad 45 lat - Andrzej Frajndt, Anna Pietrzak, Ludmiła Zamojska i Bronisław Kornaus - publiczność powitała ich owacyjnie. Na początek przypomnieli piosenkę „Kiedy wiosna buchnie majem”, wyróżnioną podczas X KFPP Opole-72. Potem pałeczkę konferansjera wieczoru przejął Andrzej Frajndt.

– Pamiętacie nas? Pomożecie kochani? – pytał publiczność. – Tak! Tak! Pamiętamy!– skandował tłum. – Mam nadzieję, że stworzymy teraz jedną narodową zjednoczoną Partitę! – kokietował Frajndt. I już po pierwszych kilku taktach przeboju „Pytasz mnie, co ci dam” wszyscy śpiewali razem z artystami. Iście festiwalowa aura zawitała na Tyniecką, gdy Partita przypomniała „Dwa razy dwa”, piosenkę, za którą w 1973 roku na festiwalu w Opolu „wyśpiewała” jedną z głównych nagród oraz utwór „Czarny Alibaba”, spopularyzowany niegdyś przez Andrzeja Zauchę. Z minuty na minutę atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca. Totalne szaleństwo ogarnęło wszystkich, gdy w eter popłynął evergreen „Bądź słoneczny”. Ludzie z braku miejsca zaczęli tańczyć na siedząco i stojąco, a w powietrzu wirowały marynarki. Ktoś nawet krzyknął z końca sali „Dziś na Tynieckiej porywające rytmy jak na wyspie Bahama!”. A niestrudzony w swych żartach i podgrzewaniu atmosfery Boguś Żmijewski improwizował grę na bębnach, których rolę tym razem pełniły jego kolana.

Aby tradycji stało się zadość nie zabrakło też lampki wina i słodkości dla podniebienia od zaprzyjaźnionej cukierni „Antolak”.

Anna Tomasik

Blowjob