Pomnik zgody narodowej

Napisane przez  Wiesław Ratyński

Determinacja, z jaką prezes PiS Jarosław Kaczyński wypowiedział się podczas ostatniej miesięcznicy, że w ósmą rocznicę katastrofy smoleńskiej zostaną odsłonięte na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie dwa pomniki: prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ofiar katastrofy smoleńskiej, każe domniemywać, iż tak może się stać. Czy jest jakaś jeszcze szansa, aby ta sprawa nie podzieliła na trwałe społeczeństwa, rodzin ofiar, środowiska architektów, urbanistów, samorządowców, zwykłych obywateli o różnej opcji politycznej? Czy jest jeszcze szansa na przyjęcie rozwiązania, które będzie do zaakceptowania dla wszystkich zwaśnionych stron?

Uważam, że jedynym godnym i właściwym miejscem uczczenia pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jest miejsce przed Pałacem Namiestnikowskim (Radziwiłłów-Koniecpolskich, obecnie Prezydenckim w Warszawie), gdzie teraz stoi konny pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. To miejsce wybrali w spontanicznej reakcji na katastrofę w dniu 10 kwietnia 2010 r. Polacy. I nikt tego nie zmieni. Każda inna propozycja o budowie dwóch pomników w okolicach Pałacu Prezydenckiego jest nietrafna, chybiona, sprzeczna ze zwykłym poczuciem estetycznym. Ponadto nadal obowiązuje uchwała Rady Warszawy o lokalizacji pomnika w okolicach ul. Trębackiej.

Powstaje pytanie, co zrobić, by przed Pałacem Prezydenckim stanął pomnik, na który czeka naród?

Konieczny jest powrót do idei odbudowy pałacu Saskiego na pl. Józefa Piłsudskiego. Inicjatorem jego odbudowy był Lech Kaczyński, za którego prezydentury jako prezydenta Warszawy rozpoczęły się w 2006 r. prace budowlane. Zostały przerwane w 2008 r.; obecna prezydent stolicy H. Gronkiewicz-Waltz wolała pieniądze zamiast na odbudowę pałacu przeznaczyć na zbudowanie stadionu miejskiego na ul. Łazienkowskiej, który obecnie dzierżawi firma prywatna - właściciel zespołu piłkarskiego Legia. Zespół ten mógłby z powodzeniem rozgrywać swoje mecze na niewykorzystanym Stadionie Narodowym, tak jak kiedyś w latach 60. Gwardia Warszawa grała mecze na Stadionie Dziesięciolecia. Ale zbudowano stadion zamiast odbudować mający historyczne znaczenie dla wielu Polaków pałac Saski.

Przed odbudowany pałac Saski powinien powrócić pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. Stał on tam prawie od zawsze, tj. od 1923 r. Rozbity w 1944 r. przez hitlerowców został zrekonstruowany i jako dar państwa Danii ofiarowany w 1952 r. Warszawie (autorem figury był wybitny rzeźbiarz duński doby klasycyzmu Berthel Thorvaldsen). Ówczesne władze PRL schowały go w Łazienkach (przed Pomarańczarnią) i łaskawie zgodziły się w 1965 r. przenieść na obecne miejsce na Krakowskim Przedmieściu.

Przeciwnikom przenoszenia pomnika księcia Józefa Poniatowskiego przypomnę, iż pomnik ten jest najbardziej wędrującym pomnikiem warszawskim. Idea pomnika zrodziła się w rok po tragicznej śmierci księcia w nurtach Elstery w 1813 r., na czele społecznego komitetu stanął książę Adam Czartoryski. Pomnik nie został odsłonięty, bo wybuchło powstanie listopadowe, a rzeźbę wywieziono do prywatnej rezydencji krwawego namiestnika Królestwa Polskiego Iwana Paskiewicza w Homlu. Do Warszawy wróciła w 1922 r. i w 1923 r. stanęła przed Pałacem Saskim.

Nieprzypadkowo pomnik księcia Józefa Poniatowskiego stanął przed pałacem Saskim. Związki księcia z pałacem i przylegającym doń placem były bardzo ścisłe. Książę często uczestniczył w przeglądach i ćwiczeniach wojsk na placu Saskim. Jako ciekawostkę wspomnę, że w 1811 r. w pałacu Saskim odbyła się wielka feta z okazji imienin księcia i była podobno „najświetniejszą ucztą Księstwa Warszawskiego.”, w której uczestniczyły delegacje wszystkich pułków i piękne, „najczcigodniejsze damy, jak księżna generałowa Izabela Czartoryska, pani Zamojska, Stanisława Potocka, księżna Radziwiłłowa, wojewodzina wileńska.” *

Na zwolnionym miejscu przed Pałacem Prezydenckim mógłby stanąć oczekiwany przez społeczeństwo pomnik smoleński. To musiałby być postument o najwyższych walorach artystycznych i architektonicznych, wyłoniony w międzynarodowym konkursie. Nie powinno się narzucać z góry ram czasowych realizacji pomnika, ani jego kształtu, choć odpowiednie kryteria powinny być ustalone (np. podkreślenie roli prezydenta Lecha Kaczyńskiego). Pośpiech, sztywny termin oddania postumentu (w 96. miesięcznicę), to najgorszy doradca. Sądzę, że realistycznym terminem mógłby być rok 2020 – 10 rocznica katastrofy smoleńskiej. Wtedy bryła pałacu Saskiego mogłaby być już odbudowana, przed jego fasadą powróciłby na swoje stare miejsce pomnik księcia Józefa Poniatowskiego, a pomnik smoleński mógłby być odsłonięty przed Pałacem Prezydenckim. Marzy mi się, aby była to uroczystość, która połączyłaby wszystkich Polaków.

A co mieściłoby się w odbudowanym pałacu Saskim? Widzę kilka projektów. Na pewno nie ratusz, jak wcześniej planowały władze Warszawy (dla ratusza widzę miejsce na placu miejskim przed Pałacem Kultury i Nauki naprzeciwko mającego powstać teatru i muzeum). Pałac Saski mógłby stać się samodzielnym oddziałem Muzeum Historii Polski, poświęconym dwóm tematom: historii Grobu Nieznanego Żołnierza (nie ma takiej do tej pory ekspozycji) oraz upamiętnienia działalności prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej, zwłaszcza tragicznie zmarłych prezydentów Gabriela Narutowicza (został zamordowany w pobliskiej Zachęcie), Ryszarda Kaczorowskiego i Lecha Kaczyńskiego. W przyszłości widziałbym w salach pałacu również ekspozycję elementów wraku samolotu prezydenckiego. Oczywiście pałac Saski mógłby też pełnić funkcje recepcyjne (pomieszczenia dla protokołu dyplomatycznego MSZ, Kancelarii Prezydenta i MON). Delegacje zagraniczne po złożeniu wieńców przy Grobie Nieznanego Żołnierza mogłyby być przyjmowane w salach pałacu Saskiego.

Odbudowa pałacu Saskiego przyczyniłaby się do nadania placowi Józefa Piłsudskiego, najważniejszego placu w Polsce, właściwej do jego znaczenia rangi. Prezydent RP nie musiałby przemawiać podczas uroczystości państwowych z „namiotu” (takie ironiczne określenia wielokrotnie słyszałem od zwykłych ludzi na określenie usytuowanych na placu prowizorycznych trybun, chroniących gości od deszczu i wiatru). Odbudowa pociągnęłaby także za sobą z pewnością przywrócenie stolicy sąsiedniego pałacu Brühla, jednego z najpiękniejszych pałaców w Warszawie. Plac Józefa Piłsudskiego stałby się miejscem przyjaznym dla ludzi, bo obecnie najczęściej w jesienne wieczory hula po nim wiatr.

Inicjatorem idei powstania jednego pomnika smoleńskiego i odbudowy pałacu Saskiego mógłby być obecny prezydent RP Andrzej Duda. Byłby naturalnym kontynuatorem niedokończonego dzieła odbudowy pałaców Saskiego i Brühla przez Lecha Kaczyńskiego.

Wiesław Ratyński

PS Autor wystosował 20 kwietnia 2017 r. w tej sprawie list do Prezydenta RP, do dnia dzisiejszego nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

* cytuję za Jerzym Skowronkiem „Książę Józef Poniatowski” Ossolineum, 1986.