Sonda

Polska "złota jesień" jest:
Piękna
Brzydka
Przereklamowana
 

04.02.10

Kopff: Kandydat

Do przeczytania jeden Kopff

Siedzieli przy konferencyjnym stole. Tajna narada trwała już dwie godziny, atmosfera była ciężka, a kawa zimna. Co chwilę ktoś wychodził - to palacze pod pretekstem odwiedzenia ubikacji wymykali się kolejno na „dymka”. Powodem zebrania partyjnego trustu mózgów była sytuacja, jaka powstała po wycofaniu się konkurenta do Najwyższego Stołka; cios był celny i należało dać mu odpór. - Ale jak? - pytał prezes, a uczestnicy spotkania, równie jak on zaskoczeni obrotem zdarzeń, próbowali znaleźć odpowiedź. Nadąsany bardziej niż zwykle prezes złośliwie komentował te propozycje.
- Kolega Przemysław zgłosił wniosek, aby nasz kandydat, dotychczasowy prezydent, jeszcze bardziej ocieplił swój wizerunek. Ale użycie do tego celu żony, psa i Dody nic nie dało, sondaże nie drgnęły! - prezes podniósł głos. - Propozycja, aby dzieci zgromadzone na peronie we Włoszczowie wręczyły mu order uśmiechu, to kpina! Po pierwsze: przeciwnicy powiedzą zaraz, że dla celów politycznych narażamy maluchy na przeziębienie, a po drugie: mój brat, powiedzmy sobie szczerze – raczej się szczerzy, niż uśmiecha. Nic z tego! Z kolei pana pomysł, panie Jacku – tu zwrócił się do europosła, znanego specjalisty od genealogii - aby pogrzebać w życiorysach kontrkandydatów jest przedwczesny. Bo załatwić Sikorskiego, to drobiazg. Zaprzyjaźnione radio z Torunia opisze potencjalną pierwszą damę i po sprawie. Gorzej z Komorowskim, to chyba krewny Bora, tego od powstania i wyjdzie niezręcznie. A co będzie, jak wystawią jeszcze  innego, a pan, panie Jacku, nie będzie tak przygotowany, jak poprzednio? - prezes ciężko westchnął. Speszony europoseł szybko pożegnał się i wyszedł, bo spieszył się na samolot do Brukseli - właśnie płacili pensje i dlatego choć raz na miesiąc musiał tam być. Zapadło ponure milczenie, które po chwili przerwała posłanka zasiadająca w sejmowej komisji, wsławiona dziewięciokrotnym zadawaniem tego samego pytania.
- Może trzeba się skupić na przypominaniu naszych osiągnięć i dokonań prezydenta? - zaproponowała. - Wreszcie pan prezydent zawetował tylko kilkanaście ustaw, mimo iż mógł wszystkie! A stworzenie CBA i gigantyczne sukcesy tej służby pod znakomitym kierownictwem Mariusza? - tu skłoniła się w stronę siedzącego na końcu stołu byłego szefa Biura, ustawowo bezpartyjnego. - Przecież dzięki niemu ten paskudny rząd o mało co nie upadł, a ja zawdzięczam mu niebywałą promocję w mediach! Wykorzystajmy go do podniesienia notowań naszego kandydata - oczekiwała aprobaty prezesa. Ten jednak się skrzywił.
- To nie najlepszy pomysł - rzekł z kwaśną miną - bo do wyborów jeszcze parę miesięcy, więc ludzie zapomną, o co chodziło komisji hazardowej. Już dziś nie bardzo wiedzą. Poza tym Mariusz jest nadal formalnie pracownikiem CBA, a tam trwają przesłuchania na wykrywaczu kłamstw. Co będzie, jak i jego wezwą? - słusznie zatroskał się prezes. - A osiągnięcia prezydenta... same weta to mało; co jeszcze? Ktoś wie?
Znowu zapadła cisza. Wreszcie nieśmiało odezwał się wicemarszałek, któremu, jak przynajmniej zdawało się obecnym, głos uwiązł w wąsach. Nie była to prawda; on po prostu, pamiętając los innego marszałka z jego ugrupowania, bał się reakcji prezesa. Faktycznie: jego propozycja była zaskakująca.
- Myślę, że powinniśmy zmienić taktykę - zaczął ostrożnie, pilnie spoglądając na prezesa. - Przeciwnicy zmienili kandydata - zróbmy to samo... Przerwał, bo pryncypałowi wypadła z rąk szklanka z wodą i rozbiła się o blat. Marszałek struchlał, po chwili kontynuował jeszcze ciszej: - Nie chodzi mi o jakąś rewolucję, ale o to, aby prezydentem Polski został człowiek skromny, ale jakże zasłużony, ten, któremu naród zawdzięcza uwolnienie od komunizmu - głos wąsatego nabierał pewności – który zastopował korupcję i dał nadzieję milionom na triumf prawa i sprawiedliwości...
Zdumieni zebrani szeptali między sobą: kogo, do cholery, ma na myśli - Ziobrę, Wałęsę, Kwaśniewskiego; a może zwariował? Tymczasem mówca kontynuował: - Czas, aby najwyższe stanowisko objął ten, który skutecznie kierował naszą partią i bezpartyjnym bratem-prezydentem. Co prawda, przegraliśmy poprzednie wybory, ale wielu niezależnych publicystów, takich choćby jak Lichocka czy Ziemkiewicz stwierdziło, że to była wygrana. A więc panie, panowie, jeśli chcemy ponownie objąć władzę - naszym kandydatem powinien być - tu dramatycznie zawiesił głos - prezes Jarosław! - zakończył mowę w uniesieniu. Wszyscy się również unieśli i kiedy minął szok odśpiewali znany im fragment hymnu oraz „Sto lat” w całości. Kandydaturę przyjęto przez aklamację, nawet prezes się nie wstrzymał. Pozostało ustalić szczegóły: kto komu złoży meldunek o wykonaniu zadania i jak zatuszować brak pierwszej damy. Ale te drobiazgi nie zgasiły entuzjazmu zgromadzonych, którzy pewni zwycięstwa rzucili się do telefonów, aby podzielić się z zaufanymi współpracownikami opisem spotkania i dobrą nowiną.
Relacja z przebiegu tych rozmów to oczywiście wynik przecieku, ale kto go spowodował - nie można ustalić, bo bez Kamińskiego – nikt tego nie potrafi.
Antoni Kopff

wroc

Środa, 8 Wrzeńnia 2010 roku.
Imieniny obchodzą: Adrian, Adrianna, Klementyna, Maria, Nestor, Radosław, Radosława
"Telewizja Południe"
GALERIA ZDJĘĆ
BAZA FIRM
BAZA LINKÓW
REKLAMA
KONTAKT
RSS