niedziela, 30 listopad 2014 11:58

Droga do sławy

Napisane przez 
Z Bogusławem Kaczyńskim i Sławomirem Pietrasem po koncercie „Serce dla Serc” w Zabrzu 1992. Z Bogusławem Kaczyńskim i Sławomirem Pietrasem po koncercie „Serce dla Serc” w Zabrzu 1992.

Z primadonną Opery Narodowej w Warszawie, Joanną Cortes, rozmawia Witold Matulka

- Czy pamięta Pani, kiedy odkryła swój talent wokalny?

- Niestety, tego nie pamiętam (uśmiech). Wydaje mi się, że śpiewałam i grałam od zawsze. Urodziłam się w rodzinie z tradycjami muzycznymi od kilku pokoleń. W domu zawsze ktoś śpiewał, albo grał na fortepianie. Bywało, że babcia budziła mnie późnym wieczorem, kiedy już spałam, żebym mogła zobaczyć w TV występ tancerki Galiny Ułanowej czy jakiś inny nadzwyczajny koncert. Była śpiewaczką i pianistką. Przed wojną akompaniowała Janowi Kiepurze, po wojnie była pianistką i pedagogiem wokalnym w Zespole Pieśni i Tańca „Mazowsze”, w domu udzielała lekcji śpiewu. Tata był cenionym tenorem, solistą w Operze Wrocławskiej, mama - pianistką i teoretykiem muzyki, przez wiele lat wykładowcą w Akademii Muzycznej w Warszawie. Bardzo lubiłam grać na fortepianie, jednak śpiew zwyciężył, ponieważ bardzo kocham teatr.

- Proszę opowiedzieć o swoim debiucie.

- Mój debiut na scenie Opery Wrocławskiej, w styczniu 1980 roku, był równocześnie moim spektaklem dyplomowym na wydziale wokalno-aktorskim wrocławskiej Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego w klasie prof. Eugeniusza Sąsiadka. Przeżycie, którego się nie zapomina. Przepełniona ponad miarę widownia i mnóstwo wzruszonych twarzy po przedstawieniu - czułam, że scena operowa, to mój najlepszy życiowy wybór…
Śpiewałam Tatianę w „Eugeniuszu Onieginie” Piotra Czajkowskiego. Tego dnia zostałam solistką Opery Wrocławskiej.

- Czy ma Pani role , które w szczególności pozostały w sercu?

- Tak. Tatiana w „Eugeniuszu Onieginie”, Małgorzata w „Fauście” Ch. Gounoda, Elżbieta w „Don Carlosie” G. Verdiego, „Carmen” G. Bizeta, Abigaille w „Nabucco” G. Verdiego, Lady Makbet w „Makbecie” G. Verdiego, „Tosca” G. Pucciniego, „Salome” R. Straussa… Jest ich oczywiście znacznie więcej, ale te najbardziej, jak Pan mówi, pozostały mi w sercu. Z różnych względów: ciekawa postać, w którą się wcielałam, partia wokalna, często też wspaniali partnerzy sceniczni, dyrygenci, reżyserzy… A przede wszystkim dyrektor Sławomir Pietras, z którym współpracowałam w Operze Wrocławskiej (był obecny na moim wrocławskim debiucie), Teatrze Wielkim w Łodzi, Teatrze Wielkim w Poznaniu i Teatrze Wielkim w Warszawie, dzięki któremu mogłam zaśpiewać, i to często ze spektakularnym sukcesem, wiele z wymienionych wyżej partii. Do dziś zaśpiewałam już prawie 800 spektakli.

- Przez dużą cześć swojego życia współpracowała Pani również z Bogusławem Kaczyńskim. Jak wspomina Pani tę współpracę?

- Tylko dobrze. I niezwykle profesjonalnie. Myślę nawet, że ta współpraca trwa nadal, nie myślę o niej w czasie przeszłym. Jestem z Panem Bogusławem w stałym kontakcie, choć artystycznie współpracujemy rzadziej. W czasie przeszłym możemy jedynie mówić o barwnym, niezapomnianym Teatrze Muzycznym Roma, z którego mam wiele miłych wspomnień, i o Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy, w którym brałam udział prawie nieprzerwanie od 1986 roku, kiedy zostałam laureatką II Konkursu Operowego im. Jana Kiepury. Zdarza mi się, że czuję jakiś irracjonalny żal, że melomani znają Pana Bogusława tylko ze sceny i ekranu TV. Przypominam sobie nasze liczne spotkania, opowieści Pana Bogusława o artystach, opowieści, którymi zawsze bawi nas do łez. Zdrowe poczucie humoru i rzetelna wiedza. Niezwykle pogodny człowiek o ogromnej kulturze osobistej, która w dzisiejszych czasach jest, niestety, zjawiskiem bardzo rzadkim.

- Większość czytelników zapewne uważa, że życie tak wybitnej śpiewaczki to tylko szczęśliwe chwile. Czy tak jest w rzeczywistości?

- Już w pytaniu zasugerował Pan, że rzeczywistość może być, wbrew pozorom, troszkę inna. Proszę o to zapytać śpiewaka, który po spektaklu, po wielkim sukcesie, rozcharakteryzowany, uśmiechnięty, z naręczem kwiatów, wychodzi z teatru. A potem proszę o to samo zapytać nagle niedysponowanego śpiewaka, który od rana szuka lekarza po całym mieście, by móc wieczorem zaśpiewać spektakl, a alternatywą jest odwołanie spektaklu, bo zastępstwa nie ma… Odpowiem Panu słowami mojego Taty – mojego operowego mentora: „Jeżeli naprawdę chcesz do czegoś dojść, to jest to ciężka praca bez końca, ale żaden inny zawód nie da ci takiej satysfakcji i takiej radości”.

- Jestem bardzo ciekaw w jaki sposób relaksuje się Pani? Czy lubi Pani gotować?

- Tak, lubię gotować, ale czynność ta bardziej kojarzy mi się z obowiązkiem niż relaksem. Zawsze musiałam godzić intensywne życie teatralne z równie intensywnym rodzinnym, co wcale nie jest takie proste. To temat na dłuższe dywagacje.
Lubię długie spacery, niezależnie od pogody. Najbardziej relaksuję się nad morzem. Chętnie czytam dobrą książkę w słoneczny dzień, na ławce w parku… Lubię też pisać…

- Jakich rad udzieliłaby Pani młodym, którzy chcieliby zrobić karierę artystyczną?

- Może jedną radę, ale za to według mnie najbardziej istotną: aby nie starali się zaczynać od tak zwanego robienia kariery, tylko żeby szukali dobrych wzorów, dobrych, doświadczonych i skutecznych pedagogów, żeby słuchali tylko dobrych śpiewaków, bardzo pilnie pracowali, pracowali, pracowali. A jeżeli w pewnym momencie ktoś poprosi ich o wywiad i zapyta o receptę na sukces, będzie to znaczyło, że być może coś już osiągnęli, ale pracy nad sobą proponuję nie przerywać.

 

Joanną Cortes - Śpiewaczka, solistka Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie.
Jej Abigaille w „Nabucco” G. Verdiego w Teatrze Wielkim w Łodzi okrzyknięto najciekawszym osiągnięciem sezonu 1987/88, a rolę Carmen w „Carmen” G. Bizeta, nagrodzono Złotą Maską za najlepszą rolę kobiecą sezonu 1991/1992.
W 1990 roku wystąpiła w nowojorskiej National Grand Opera w tytułowej partii, w „Tosce” G. Pucciniego, pod dyrekcją Antona Coppoli.
Śpiewała z Placido Domingo podczas koncertu „Serce dla Serc”, zorganizowanego przez prof. Zbigniewa Religę w Zabrzu w 1992 roku.
Laureatka odznaczenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Zasłużony Dla Kultury - Gloria Artis (maj 2010 roku).

Blowjob